W górę
Kursor
W dół

Norymberga - otwarty rozdział historii

Nasz dziennik 3-12-2005

Cały świat obchodził w tych dniach 60. rocznicę rozpoczęcia procesu norymberskiego. Pierwsze próby osądzenia zbrodniarzy wojennych pojawiły się po zakończeniu I wojny światowej. W Traktacie Wersalskim znalazł się zapis o odpowiedzialności Niemiec i państw sprzymierzonych "za spowodowanie strat i szkód, których doznawały rządy sprzymierzone i stowarzyszone oraz ich obywatele na skutek wojny narzuconej im przez agresję Niemiec i sprzymierzeńców". Nie doszło jednak do powstania międzynarodowego trybunału, a sądy niemieckie, który rozpatrywały sprawy, wydawały kilkuletnie wyroki kompromitujące ideę odpowiedzialności za zbrodnie wojenne.

II wojna światowa z uwagi na niespotykane dotychczas okrucieństwo stała się impulsem do rozwoju prawa humanitarnego. Ludzkość nie mogła pozostać obojętna wobec trudnych do wyobrażenia zbrodni. Porozumienie londyńskie czterech antyhitlerowskich mocarstw z 8 sierpnia 1945 r. przyjęło Kartę Międzynarodowego Trybunału Wojskowego, która wymienia trzy rodzaje przestępstw: zbrodnie przeciwko pokojowi, zbrodnie wojenne oraz zbrodnie przeciwko ludzkości.
Wyroki w procesie norymberskim zostały ogłoszone 30 września i
1 października 1946 r. 16 oskarżonych otrzymało karę śmierci przez powieszenie, 3 skazano na karę dożywotniego więzienia, 3 uniewinniono. Wyroki śmierci zostały wykonane 16 października 1946 r.
Należy postawić pytanie, czy proces norymberski może zostać uznany za triumf sprawiedliwości? Z całą pewnością uzasadniona jest odpowiedź negatywna. Można mówić jedynie o "połowicznej" sprawiedliwości. Bezkarne pozostało ludobójstwo dokonane przez Sowietów. Jak podaje w "Czarnej księdze komunizmu"
S. Courtois, zbrodnie komunizmu pochłonęły na całym świecie, począwszy od 1917 r., blisko 100 mln ofiar śmiertelnych, z czego na Związek Sowiecki przypada 20 mln ofiar. Norymberga nie stanowi zatem "zamkniętego rozdziału historii". Proces norymberski w sposób niebudzący wątpliwości pokazał, że zbrodnia katyńska stanowi klucz do osądzenia sprawców ludobójstwa komunistycznego.

Próby manipulacji

Sprawa Katynia pojawiła się w Norymberdze 18 października 1945 r., kiedy to w akcie oskarżenia zarzucono Niemcom zamordowanie w lesie katyńskim koło Smoleńska we wrześniu 1941 r. 11 tys. polskich oficerów. W trakcie tego procesu wiceprokurator sowiecki płk Pokrowski przedstawił "dowód" przeciwko Niemcom, którym był raport komisji sowieckiej. W trakcie postępowania dowodowego nie udało się obciążyć Niemców odpowiedzialnością za zbrodnię katyńską, chociaż władze sowieckie robiły wszystko, aby tak się stało. Jednym z powołanych przez nie świadków był Bułgar dr Markow, członek niemieckiej Komisji, który uznał odpowiedzialność rządu sowieckiego za dokonaną zbrodnię. Aresztowany przez władze komunistyczne został zmuszony do złożenia w Norymberdze odmiennych zeznań. Gdy okazało się w trakcie procesu, że nie da się udowodnić winy Niemcom, sprawa katyńska "zniknęła" z procesu norymberskiego.
W kategoriach moralnych należy rozpatrywać postawę Zachodu wobec prób osądzenia sprawców Katynia. I tak na potępienie zasługuje postawa amerykańskich i angielskich uczestników procesu norymberskiego. Może im zostać postawiony zarzut przyzwolenia dla próby prowokacji podjętej przez Rosjan, której celem miało być oskarżenie o zbrodnie Niemców. W roku 1952 r. Robert Jakson, który był członkiem Trybunału z ramienia Stanów Zjednoczonych, ujawnił, że otrzymał od swojego rządu polecenie zminimalizowania w postępowaniu sprawy Katynia. Telford Taylor, który zastąpił Jacksona jako głównego amerykańskiego oskarżyciela w Norymberdze, powiedział kilkadziesiąt lat po zakończeniu procesu, że "naciskaliśmy wszelkimi sposobami na Rudenkę, by nie poruszał tej sprawy. Istniało przeświadczenie, że winni są Rosjanie, a nie Niemcy". Za niedopuszczalną, sprzeczną z jakąkolwiek zasadą sprawiedliwości i postępowania procesowego, należy uznać ocenę przez sąd materiału dowodowego. Nie powołano świadków, jak np. prof. Swianiewicza, nie wykorzystano dowodów będących w posiadaniu gen. Andersa. Zaniedbania te obciążają także zachodnich uczestników procesu. Należy podkreślić, że Trybunał Norymberski miał jurysdykcję do osądzenia sprawców zbrodnii katyńskiej. Zgodnie bowiem z art. 6 Statutu Trybunał "będzie władny sądzić i karać osoby, które działając w interesie państw Osi w Europie, bądź osobiście, bądź jako członkowie organizacji popełnili ją". Nie ulega wątpliwości, że zarówno agresja Związku Sowieckiego na Polskę 17 września 1939 r., jak i eksterminacja polskich oficerów była dokonana w interesie Niemiec. W Norymberdze zapomniano po prostu, że Sowieci byli najbardziej wiernymi i skutecznymi sojusznikami Hitlera.

Otwarty rozdział

Na pytanie, czy Norymberga stanowi triumf, czy raczej klęskę sprawiedliwości nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Najbardziej trafne jest stwierdzenie, że Norymberga stanowi otwarty rozdział historii. Uznanie, że wyrok zakończył sprawę, jest zatrzymaniem się w połowie drogi. Podobnie postąpiono po I wojnie światowej, kiedy to nie podjęto działań zmierzających do osądzenia zbrodniarzy wojennych. Ludzkość musiała zapłacić straszliwą cenę za ten "błąd" w czasie II wojny światowej, kiedy to bezmiar i okrucieństwo popełnionych zbrodni przekroczyło wszelkie granice wyobraźni. Uznanie procesu norymberskiego za zamknięty rozdział historii budzi we mnie lęk, czy ludzkość znowu nie będzie musiała zapłacić straszliwej ceny za zbrodnie popełnione przez spadkobierców tych, którzy w Norymberdze uniknęli sprawiedliwości.
ksiądz prałat Zdzisław Peszkowski